poniedziałek, 2 stycznia 2012

Fajerwerki

 Noc choć grudniowa zdawała się być bardzo ciepła, no dworze słychać już było huk wystrzelonych w powietrze petard, które z wielkim świstem powracały naglę na ziemie w postaci błękitnych iskierek. Matylda siedziała skulona na ogrodzonym siatką dachu starej kamienicy, siedziała i patrzyła jak iskry fajerwerek rozprzestrzeniają się oświetlając jednocześnie mrok ulic. Po chwili usłyszała znajomy odgłos i zauważyła cień który wyrastał zza jej pleców.
- I co, ładnie strzelają? -powiedziała postać stojąca za nią.
- Jeszcze huczniej niż w tamtym roku. -odpowiedziała zasmucona.
 Po tych słowach Matylda odwróciła się i wiedząc, że z pewnością zobaczy swojego młodszego brata odsunęła się na skraj poduszki na której siedziała i poklepała ją co oznaczało żeby chłopiec usiadł koło niej.
 Usiadł więc i trzymając w ręku swojego spranego misia, któremu jedno oko odpadło całkowicie spojrzał na dziewczynę i zapytał:
- Dlaczego jesteś smutna?
- Nie jestem!- odpowiedziała bez namysłu Matylda.
- Ale ja widzę...- ciągną dalej.
- Ach!- westchnęła głęboko.
- Co?
- Nic...- odpowiedziała.
 Słysząc to chłopiec odwrócił głowę w stronę nieba, westchną i powiedział:
- Jesteś smutna, bo rodzice się kłócą? 
Ale ona przemilczała to co powiedział i dalej jakby zauroczona magią tej ciepłej grudniowej bo ostatniej w tym roku nocy patrzyła na jaśniejące od fajerwerek niebo. 
 Po kilku minutach lekkiej ciszy nastał naglę wielki huk tak jak gdyby ktoś odpalił średniej wielkości pocisk.
- Północ!- wyszeptała Matylda.
  Lecz szeptu jej nie było słychać może dlatego, że odgłos ten zagłuszał wszystko inne, a może też dla tego że w tej chwili nie była w stanie nic więcej z siebie wydusić.
 Możliwe, że ze wzruszenia lub także z troski o lepsze jutro.