poniedziałek, 24 października 2011

Patrząc w Niebo...

Pewien bogaty człowiek miał wypadek, a następnie trafił do szpitala... gdy wieźli Go na salę operacyjną zwrócił się do pielęgniarza:
- Zanim zaczną mnie operować... przekaż to ordynatorowi szpitala...-człowiek podał pielęgniarzowi błękitną kopertę, a po chwili dodał: 
- Tylko mu ją przekaż... 
Pielęgniarz pobiegł natychmiast do ordynatora, a gdy ten otworzył kopertę był bardzo zaskoczony... w kopercie znajdował się list... i coś jeszcze... coś na co ten bogaty człowiek tak pracował... a był to mały srebrny kluczyk do jednej z trzech skrytek bankowych...
Po operacji bogaty człowiek poszedł do ordynatora... i podziękował mu za udaną operacje... na co ten odpowiedział mu:
- Niech nie dziękuje pan mi, ani lekarzowi który pana operował... to jest jedynie zasługa dawcy...
Gdy bogaty człowiek wyszedł ze szpitala, pierwsze co zrobił to spojrzał w niebo... i podziękował Bogu tymi słowami: ,, Panie zwątpiłem, ale Ty... uleczyłeś moją duszę... mam jednak nadzieję że człowiek który był dawcą... trafił  w zasłużone miejsce, trafił do Nieba..."

wtorek, 18 października 2011

Wędrówka przez Świat

Podróżowała kiedyś Śmierć przez Świat zabierając po kolei wszystkich napotkanych tam chorych, starców i sieroty, pewnego dnia Śmierć zmęczona już swą odwieczną wędrówką usiadła na bruku oparła kosę o mur i przyglądała się ludziom porwanym w pęd pracy, którzy nawet nie zwracali na nią uwagi... znudzona już tym wszystkim Śmierć spoglądała na ludzi szukając tych których mogłaby zabrać ze sobą. W końcu zauważyła włóczęgę który siedział po drugiej stronie ulicy i od dłuższego czasu przyglądał się jej... Zadowolona Śmierć chwyciła kosę w dłoń i pomknęła na drugą stronę ruchliwej ulicy, spojrzała na włóczęgę z odrazą i odparła:
- Widzisz mnie?
- Tak! I co w tym dziwnego...? -odparł włóczęga.
- Skoro mnie widzisz to oznacza tylko jedno... - dodała zadowolona Śmierć.
- Chcesz mnie zabrać, prawda...?
- Tak -odparła z szyderczym uśmiechem Śmierć.
- Właściwe to... nawet się cieszę... bo już od dłuższego czasu na ciebie czekałem...
 Zdziwiona śmierć spojrzała na włóczęgę, położyła kosę i usiała koło niego na bruku.Po chwili milczenia rzekła:
- To znaczy że nie Jesteś zaskoczony...?
- Nie... moje życie było beznadziejną pustką... bo moja narzeczona zachorowała na raka, rodzice i brat zginęli w wypadku, a do tego miesiąc temu odszedł mój najlepszy przyjaciel...
-  Jak miał na imię? -spytała Śmierć.
- Nie wiem był bezpański... -odrzekł włóczęga z uśmiechem.
- Skoro miałeś dom, to dlaczego go opuściłeś, dobrze Ci się żyje... tak na łasce innych...? 
- Są inni ludzie biedniejsi ode mnie, spójrz na tego biednego ślepca...-wskazał na żebraka siedzącego obok.
- Nie martw się jego też zabiorę...
Włóczęga spojrzał jeszcze raz na ślepca, a następnie na Śmierć i odrzekł ze smutkiem:
- Ale on... jest naprawdę dobrym człowiekiem, czy też musi odejść...?
- Nie mnie jest to osądzać, to ,,Ten" na górze wyznacza zasady, ja je tylko przestrzegam...
- Więc jednak Bóg istnieje...?
- Tak, istnieje...
Włóczęga i Śmierdź siedzieli tak jeszcze razem na bruku milcząc i spoglądając na ludzi zepchniętych w wir pracy. Gdy słońce chyliło się już ku ziemi Śmierć spojrzała na włóczęgę i powiedziała:
- Wież że to będzie twój ostatni zachód słońca...?
- Wiem... 
- Boisz się...?
- Tak...
- Nie masz czego, postaram się żeby to było dla Ciebie bezbolesne...
- Ja nie boję się odejść... boje się jedynie tego gdzie trafie... wiele zła uczyniłem w życiu...
- Mogę się postarać, że ten ślepiec pójdzie za Ciebie...
- Nie... to było by nieuczciwe wobec niego...
- Skoro tak uważasz...-powiedziała Śmierć, po czym dodała: - Masz jakieś życzenie, no wiesz... zanim odejdziesz...?
- Tak...
- Tylko mnie nie proś o życie...
- Spokojnie mam inne życzenie-odparł z uśmiechem włóczęga.
- Mów śmiało!
- Skoro Bóg istnieje, to poproś Go o to, aby przed odejściem pozwolił temu ślepcowi przejrzeć na oczy, żeby zobaczył jak piękny jest świat...
Wzruszona prośbą włóczęgi Śmierć odrzekła:
- Sam Go o to poprosisz...- Po czym uściskała go jak najlepszego przyjaciela i odeszła...
Następnego dnia ci sami ludzie przechodzący co dzień koło włóczęgi zobaczyli zwłoki, odziane w poszarpane łachmany, a na twarzy widoczny był uśmiech... Widząc to ludzie szeptali między sobą... ,,Biedny człowiek, był sam w ostatnich chwilach życia i nikt mu nie pomógł..."
Ale włóczęga nie był sam... bo po raz pierwszy w całym swoim życiu zaznał prawdziwej przyjaźni...

czwartek, 13 października 2011

Dialog o śmierci...

Pan: -Anno, co byś zrobiła gdyby wrogowie moi podali by mi truciznę?
Anna: -Panie, przecież wiesz, że cię kocham... dlaczego więc mnie o to pytasz, czyż nie jesteś pewien mojej miłości do Ciebie?
Pan: -Wiem że mnie kochasz, jednakże chcę wiedzieć...
Anna: -Panie z całego serca jak Cię miłuję kazałabym sługom swoim wymordować twoich wrogów, a sama poszłabym nawet na koniec świata... aby znaleźć antidotum na tą truciznę...
Pan: -Jeżeli nie będzie antidotum, to co wtedy zrobisz?
Anna: -Panie, no Miłość Boską! Dlaczego mnie o to pytasz....?
Pan: -Chcę wiedzieć!
Anna: -Ach... Panie gdyby tak się stało... jedyną rzeczą jaką bym zrobiła to... połączyła się z tobą w cierpieniu...
Pan: -Więc nie ulżyłabyś mi w ostatnich chwilach życia...?
Anna: -Panie! Gdybym mogła to wyciągnęłabym  sztylet i zabiłabym siebie, Ciebie i twego mordercę...
Pan; -Dlaczego ,,Gdybyś mogła" czy coś byłoby dla ciebie przeszkodą?
Anna: -Panie... gdybym to zrobiła słudzy twoi posądzali by mnie o morderstwo...!
Pan; -W takim razie gdzie byś mnie pochowała...?
Anna; -Panie... przecież ty masz już swój rodzinny grobowiec...
Pan: -Jednakże ja nie chciałbym być tam pochowany...
Anna: -Panie... pochowałabym cię więc gdzieś daleko z tond,gdzie nikt nie byłby w stanie przeszkodzić ci w twoim spoczynku...
Pan: -Więc co w takim razie napisałabyś na moim nagrobku... ?
Anna: -,,Tu leży Pan mój i kochanek, którego kochać tak mi jest na wieki dane, a grup mój przy jego spoczywać będzie.Amen..."
Pan: -I nic więcej ...?
Anna: -Nic więcej Panie...
Pan: -W taki razie mogę wierzyć Ci ,że mnie kochasz...?
Anna: -Tak Panie...
Pan: -Więc pozwól, że cię zostawię samą... na tą jedną chwilę...
Anna: -Panie!?
Pan: -Słucham Anno...
Anna: -Skoro już mnie opuszczasz... to odpowiedz mi chociaż na jedno pytanie...
Pan: -Zamieniam się w słuch...
Anna: -Panie... a co ty byś uczynił... gdyby mnie otruto...?
Pan: -Anno...zrobił bym tylko jedno...
Anna: -Cóż takiego Panie?
Pan: -Powiedziałbym tylko, że Cię  kocham...